Dobre rady

Gdy rozważam, jakie właściwie powinny być moje felietony z zakresu bezpieczeństwa ruchu to sądzę, że wiem, jakie być nie powinny. Rzecz np. w tym, że nie wolno traktować kierowców, jak dzieci i przemawiać do nich w sposób nie zmuszający do> myślenia. Można oczywiście powtarzać bez końca: Bądźcie uważni; jak ślisko, to można wpaść w poślizg, jak mgła; to źle widać, jak pada deszcz; to też źle widać, a jak zakręt… to co?

To też źle widać. Chyba że akurat dobrze widać, ale mimo wszystko należy uważać, bo można „się nie wyrobić”. Wszystkie takie dobre rady przypominają mi trochę działania propagandowe jednej z ciotek, która niegdyś asystowała mi w Łazienkach, gdy jako pięciolatek jeździłem na rowerze. Co zrobiłem kółko wokół trawnika, to słyszałem: Uważaj, bo się przewrócisz! Jedź wolniej, bo się zgrzejesz. Jak się przewrócisz, pobrudzisz ubranie, a jak się zgrzejesz, to będziesz miał katar i zostaniesz w łóżku. Nie pamiętam jaki był mój stosunek do owego gderania, ale obawiam się, że bardzo podobny do odczuratury, rozmawiać z ludźmi, opracowywać planu pogadanki. Taka propaganda jest równie łatwa, co nieskuteczna.

Niedawno oddałem do remontowania samochód i jechałem taksówką. Akurat grało radio, nadawano audycję dla kierowców i czytano mój felieton apelujący o ostrożność. Kierowca jechał wąską, dwukierunkową ulicą Warszawy z prędkością 90 km/h. Bałem się tak bardzo, że zapytałem: Panie, słyszy pan, co mówią w radio. Dlaczego jedzie pan tak nie¬ostrożnie? Taksówkarz spojrzał na mnie z lekceważeniem. Ja jadę nieostrożnie? — powiedział. Naucz się pan najpierw jeździć, a później będziesz pan oceniał innych. Była to odpowiedź człowieka przekonanego, że apele o ostrożność odnoszą się do wszystkich, tylko nie do niego.

Podobne wpisy